sie 11
9
Była chwila zawahania związana z tym, czy mojej greckiej wyprawy nie lepiej byłoby przełożyć na późniejszy termin, czekając aż sytuacja społeczna się tam ustabilizuje. Determinacja wzięła górę, plan zostaje aktualny – jadę! Tak jak zapowiadałam, zapisałam się na lekcje greki – póki co niewiele rozumiem, ale liczę na to, że za tych kilka tygodni będę przynajmniej w stanie właściwie rozszyfrowywać litery alfabetu. Oczywiście nie pomoże mi to w komunikowaniu się z autochtonami, z pewnością nie zrozumiem także szyldów ulicznych ani nie rozszyfruje pozycji w menu. Nie to jest jednak najistotniejsze! Chodzi mi o to, by przesiąknąć klimatem Grecji, by swoją podróż (na razie mentalną) rozpocząć na długo przed zajęciem miejsca w autokarze, a zakończyć… najlepiej nie zakończyć tych wczasów nigdy
Co zatem robię? Sięgam po grecką mitologię i wnikliwie ją czytam. Niby każdy zna nazwy najważniejszych bóstw, co bardziej oczytani orientują się w historiach, których te postaci były uczestnikami. Wiele razy musiałam „na chybcika” skorzystać z opasłych tomisk zawierających mityczne opowieści o greckich bogach i bohaterach. Zawsze mnie fascynowały, zawsze jednak traktowałam je instrumentalnie – jako lekturę, którą trzeba przeczytać, tekst, z którego należy wyciągnąć określone informacje. Tym razem robię inaczej – powoli zagłębiam się w poszczególne opowieści i czerpię przyjemność z ich poznawania. Przy okazji okazuje się, że znajduję wyjaśnienie wielu motywów, które funkcjonują w powszechnej komunikacji, a z których pochodzenia i znaczenia nie zawsze zdawałam sobie sprawę. Kto z Was wie, o co chodzi ze złotym runem i wyprawą Argonautów, hmm?
sie 11
9
Skoro już tak rozmyślam nad grecką sztuką, nie mogłam pominąć muzyki. Jestem zapaloną melomanką, a tymczasem muzyka mojej ukochanej Grecji kojarzy mi się jednoznacznie z postacią… Eleni. Wierzę, że tego typu brzmienia nie są tam dominujące!
Istnieje jednak sporo argumentów przemawiających za tą przygnebiającą dla mnie tezą. Przypomniałam sobie o płycie z grecką muzyką, która zalega na półce w domu moich rodziców. Kiedy wsadziłam ją do odtwarzacza padł na mnie blady strach! Lubię dźwięki Zorby, ale – litości! – nie, jeśli stanowią stały motyw każdego utworu na składance.
Kiedy próbuję wyszukać w internecie informacje na temat jakiegoś współczesnego zespołu muzycznego pochodzenia greckiego wyświetla się mnóstwo stron o grupach, grających (może tylko trochę unowocześnioną) muzykę ludową. Absurdem byłoby uważać, że w Grecji wszyscy żyją wyłącznie tradycją i nie imają się współczesnych form sztuki. Faktem jest jednak, że dostęp do nowoczesnej muzyki greckiej jest dla Polaka znacznie ograniczony. Odrzucam zatem swoje posępne myśli i wyznaczam sobie cel na tę wyprawę – znaleźć informacje o gwiazdach greckiego rocka, zaliczyć chociaż jeden koncert i przywieźć kilka płyt, za pomocą których będę mogła po powrocie z wycieczki propagować grecką muzykę.
sie 11
9
Nie można mówić o sztuce greckiej, nie uwzględniając greckiego teatru. Moim zdaniem lekcje szkolne zabiły wiele z jego mistyki i czarowności. Podczas mojej podróży do Grecji zamierzam odwiedzić i na własne oczy zobaczyć amfiteatry w Milecie i Efezie. Ich monumentalność z pewnością zwali mnie z nóg. Jeśli jeszcze wyobrażę sobie wypełnioną po brzegi widownię (theatron) i ówczesnych aktorów… Ile pary w płucach trzeba było mieć, by bez mikrofonu mówić w sposób wyraźny i słyszalny nawet w ostatnich rzędach niezadaszonego przecież obiektu. Ileż wprawy musieli mieć konstruktorzy amfiteatrów, by bez kalkulatorów i specjalistycznych programów komputerowych zaprojektować miejsce o tak doskonałej akustyce.
Jak niezwykle musieli na scenie wyglądać aktorzy, odziani w długie szaty, wyraziste maski i koturny. Jak monumentalnie musiały brzmieć pieśni chóru. Jak silnie publiczność angażowała się w przedstawienie, skoro przy tak okrojonych środkach wyrazu artystycznego i wątpliwej wygodzie przezywała prawdziwe katharsis, płakała rzewnymi łzami, przechodziła przemianą wewnętrzną…
I ta etymologia… Czasy, w których funkcjonował sformalizowany teatr są niezwykle interesujące, ale jak silnie ciekawe, a zarazem pobieżnie znane są praktyki poprzedzające jego powstanie. Każdy wie, że u podłoża teatru europejskiego leżą obrzędy ku czci Dionizosa. Nie każdy zdaje sobie sprawę, że upojeni winem i poddani transowi muzycznemu uczestnicy pochodów wpadali w szał prowadzący do zbiorowych, brutalnych orgii i rozszarpywania współuczestników.
No dobrze, biorąc pod uwagę moje wczasy Grecji, cieszę się, że te czasy – choć tak fascynujące – minęły bezpowrotnie
sie 11
9
Podręczniki zachęciły mnie do tego, by poznać na własnej skórze kulturę, która leży u podłoża naszej cywilizacji. Katalogi biur podróży przekonały, że Grecja to doskonały kierunek na letni wypoczynek. To wszystko są argumenty racjonalne, podczas gdy pozostają jeszcze kwestie irracjonalne, podświadome, pewna potrzeba, nienazwana chęć odkrycia, doświadczenia istoty Grecji. Skąd to pragnienie? Wpoił je film.
„Greka Zorbę” obejrzałam dawno temu i – choć nie od razu postanowiłam pojechać do Grecji – urzekła mnie przedstawiona w nim wizja świata. Życie nie musi być brane na serio (tu ukłon w stronę moich refleksji o dorosłości i przemijaniu), może być nieustającą zabawą, wypełnioną tańcem, śpiewem i miłością. Idylliczny obraz jest oczywiście szalenie uniwersalny, prezentuje raczej określoną postawę człowieka niż specyfikę danej krainy geograficznej. Zdaje sobie z tego sprawę – racjonalnie. Podświadomie liczę a to, że właśnie wyprawa do Grecji nauczy mnie takiego podejścia do życia. Gorący klimat, beztroska, bałkańska mentalność, niewzruszony optymizm, radość życia i czerpanie ze wszystkich jego uroków – liczę, że wyprawa do Grecji coś we mnie przełamie.
Wspomniany przeze mnie film powstał jednak w 1964 roku… To szmat czasu, od którego grecka kinematografia musiała się zmienić. W repertuarze kin rzadko widuje się greckie propozycje. Dlatego też z takim zapałem rzuciłam się kilka tygodni temu na „Kieł”! Nie zawiodłam się – mocny, dosadny, odważny film, ale… jeśli miałabym go traktować jako uogólniający obraz greckiego społeczeństwa, to chyba jednak zamiast wycieczki do Grecji pojadę nad Bałtyk
sie 11
9
Póki moje plany podróżnicze utkwiły w martwym punkcie, postanowiłam się wytłumaczyć, dlaczego postanowiłam jechać do Grecji właśnie autokarem. Jedna sprawa, że uchroni mnie to przed ewentualnymi konsekwencjami strajków, które paraliżują lotniska. Nie to było jednak główną przyczyną mojej decyzji. Przejazd autokarem jest ofertą często pojawiającą się w propozycjach różnych biur podróży. Niejednokrotnie są to propozycje wyjazdów last minute (ta opcja jest dla mnie szczególnie interesująca – jeśli rozpoczną pracę, zapewne w ostatniej chwili dowiem się, kiedy dostanę jakiś urlop). Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że nie jest to komfortowy środek podróży – męczący i długotrwały. Ponad 30-godzinny maraton bez możliwości wstania z miejsca wydaje się być nie do przejścia.
Rozmawiałam jednak z kilkoma osobami, które również wyjeżdżając w dalekie strony zdecydowały się na autokar – potwierdziły one moje niepokoje, ale także zwróciły mi uwagę na wiele pozytywnych aspektów tego wyboru. Najbardziej oczywistym plusem jest kwestia finansowa. Podróż autokarem po prostu się kalkuluje! Jeśli ktoś jest w stanie przetrzymać drobne niedogodności w trakcie podróży, aby potem móc zaoszczędzone pieniądze poświęcić na korzystanie z atrakcji turystycznych Grecji, nie powinien się długo wahać.
Po drugie – podróż autokarem, choć ciągnąca się w nieskończoność, stanowi świetną okazje, by pozwiedzać, obejrzeć, zobaczyć na własne oczy kraje, leżące na trasie między Polską a Grecją. 30 godzin jazdy można potraktować jako pouczający i dający mglisty (ale jednak!) obraz mijanych krajów.
Ostatnim atutem, który sama sobie dopowiedziałam, jest integrująca moc autokarów;)Polaków zawsze jednoczą niedole, więc nie ma siły, by po dziesiątkach godzin spędzonych na wspólnym narzekaniu, nie zdobyć nowych znajomości, które mogą zaprocentować podczas pobytu w Grecji.
sie 11
9
No jasne, jak mogłam o tym wcześniej nie pomyśleć! Przecież z Grecji raz po razie dochodzą niepokojące wieści o burzliwej sytuacji politycznej, o zamieszkach i niepokojach społecznych. Postanowiłam sprawdzić czy to, co oglądamy na ekranach telewizorów rzeczywiście wpływa na jakość podróżowania po Grecji.
Niestety wiele biur podróży zamieszcza na swoich stronach informacje o niedogodnościach i utrudnieniach związanych z wydarzeniami w Grecji. W wyniku powszechnych strajków, swego czasu pozamykane były urzędy i szkoły, lotniska nie funkcjonowały jak należy, a komunikacja miejsca była kompletnie sparaliżowana. Co prawda są to obwieszczenia sprzed kliku miesięcy, ale wiem, że niepokoje w Grecji przecież nie ustały, zastanawiam się wiec czy ta sytuacja dalej ma miejsce.
W zasadzie zdecydowałam już, że na swoją wyprawę pojadę autokarem. Paraliż lotnisk nie byłby więc dla mnie większym utrudnieniem. Problem stanowić może jednak przemieszczanie się po kraju. Informacje zamieszczone w internecie są albo przedawnione, albo nie do końca sprawdzone, wynikające w dużej mierze z udzielającej się wielu ludziom paniki. Chciałabym dowiedzieć się od kogoś, kto był w Grecji w ostatnim czasie, jak sytuacja wygląda naprawdę. W razie czego mam jeszcze czas, by zmienić plany i celem swojej podróży uczynić inny rejon… Nie chce jednak podejmować zbyt pochopnych decyzji, bo Grecja naprawdę jest moim marzeniem! Liczę więc na Waszą pomoc.
sie 11
9
Skoro stroje, to także stroje kąpielowe! Podczas moich greckich wakacji z pewnością kilka dni chciałabym poświęcić na błogie wylegiwanie się na plaży. W końcu Grecja to kraj w dużej mierze wyspiarski, plaż jest więc tam pod dostatkiem. Wiem również, że upalna pogoda utrzymuje się tam niezwykle długo, jest wiec duże prawdopodobieństwo, że podczas mojej podróży – kiedy w Polsce sezon wakacyjny będzie się miał ku schyłkowi – będę mogła zrobić użytek z greckiego słońca.
Greckie plaże należą do najpiękniejszych na świecie. Są doskonale utrzymane, zarówno jeśli chodzi o czystość lądu jak i wody. Do najlepszych zakątków należą: Thassos, Rodos, Réthimnon, Korfu oraz Riwiera Olimpijska. To tylko „zasłyszane” informacje, liczę, że ktoś z Was je potwierdzi lub zweryfikuje.
Wiadomo jednak, że nie ma róży bez kolców. Świetne warunki i ogrom atrakcji trzeba czasem okupić poranionymi stopami. Greckie plaże to w zdecydowanej większości tereny kamieniste. Kupiłam już co prawda specjalne klapki z twardymi podeszwami, obawiam się jednak, że wylegiwanie się na kamienistym podłożu może nie należeć do najprzyjemniejszych.
Może to i dobrze, przynajmniej coś zmusi mnie do aktywnego wypoczynku, na jaki zapewne sama bym się nie zdobyła. Tymczasem nurkowanie, narty wodne i innego rodzaju sporty rekreacyjne rozwijają się tam na szeroką skalę. Ktoś z Was może korzystał z tego typu atrakcji i mógłby mi polecić coś konkretnego? Staram się zebrać ekipę do podróży, a tego typu argumenty z pewnością przekonają wielu zapaleńców aktywnego spędzania wolnego czasu
Czas leci – powoli zaczynam gromadzić garderobę z myślą o moich greckich wojażach. Zastanawiam się, czy lepiej pojawić się w Grecji w odzieniu środkowoeuropejskim, czy może lepiej wykorzystać sytuację i zaopatrzyć swoja szafę w stroje wpisujące się w grecki styl…
Czy w ogóle istnieje coś takiego jak moda grecka? Stereotypy znów dadzą o sobie znać – Greczynka jawi mi się jako smukła, oliwkowo opalona postać ubrana w długą, powłóczystą suknię (wyglądem przypominającą obwiązane wokół ciała prześcieradło;), obuta w sandałki, przyozdobiona ciężką, wyrazistą biżuterią i koniecznie mająca wysoko upięte włosy. Wiem, że tak ubierały się tamtejsze kobiety w starożytności, a utrwalony w mojej głowie wizerunek w dużej mierze wynika z obejrzanych przeze mnie filmów, których realia były osadzone w antyku. Wówczas stroje związane były ze specyfiką klimatu, pozycją społeczną, religią i masą innych rzeczy.
Dziś, w dobie globalizacji i ogólnoświatowych sieciówek nie powinnam być zdziwiona, jeśli na ulicach Aten spotkam dziewczynę ubraną w taką samą bluzkę, jaką kupiłam w częstochowskiej Galerii. Mimo wszystko, chyba każdy naród ma jakiś swój specyficzny – choćby nawet mało rzucający się w oczy – sposób ubioru. Polki mają słabość do futra, a w gorące dni wciskają się w kuse dżinsowe spódniczki, Francuzki to apaszki, a Greczynki?
Myślę, że dobrym rozwiązaniem będzie spakowanie kilku tunik, długiej spódnicy i sukienki sięgającej do kostek, białych szortów i biżuterii w pudrowych kolorach. Resztę dokupię na miejscu!
sie 11
9
Poruszany jakiś czas temu temat języka greckiego dość silnie zapadł mi w pamięć. Pomyślałam, że skoro do wyjazdu zostało mi jeszcze sporo czasu, mogłabym zapisać się na jakiś szybki kurs językowy, by poznać choć podstawy. A nuż okaże się, że nauka greckiego jest moja pasją?! A druga tak mobilizująca okazja może się nie nadarzyć. Swojego czasu na studiach przeszłam przyspieszony kurs łaciny. Było to niesamowicie interesujące, ale – niestety – z braku czasu robione po łebkach i na chwile obecną niewiele mi z tej wiedzy zostało. Może z greckim pójdzie lepiej?
ἡ Ἑλληνικὴ γλῶττα to po grecku język helleński. I ten ciąg niezrozumiałych dla mnie nadal znaczków niezwykle mnie pociąga. Wyobrażam sobie, że podczas wycieczki do Grecji przez czternaście dni mam być otoczona wyłącznie tego typu napisami – na początku wydaje mi się do ciekawe, ale po głębszym namyśle – przeraża.
Okazuje się jednak, że nauka języka greckiego jest jeszcze trudniejsza niż by się to mogło wydawać. Skontaktowałam się z pewna szkołą, świadczącą tego typu usługi i okazuje się, że obecnie obowiązujący język nowogrecki (tak zwany demotyk) w wersji mówionej rozpada się na wiele innych dialektów, które dla osoby nauczonej jedynie wersji oficjalnej mogą być niezrozumiałe. To trochę ostudziło moje zapędy… Może jednak przemogę się i postaram się zapoznać przynajmniej z alfabetem!
Ktoś z was może opanował ten trudny język? Jak wiele czasu na to potrzeba? Czy rzeczywiście, kończąc kurs w Polsce, można komunikatywnie porozumiewać się z mieszkańcami Grecji?
sie 11
9
Jako, że jestem kobietą i taki temat musiał zostać tu poruszony. Panowie mogą na chwilę w tym czasie sprawdzić wyniki meczów, a Panie – proszę o wypowiadanie się
Grecki mężczyzna kojarzy mi się z pomnikami przedstawiającymi nagich, umięśnionych bogów. Nie śmiem twierdzić, że greckie plaże zaludnione będą takimi właśnie sylwetkami, ale co zrobić – lata wychowania w naszej kulturze utrwaliły we mnie taki stereotyp
Dodatkowo ludzie zamieszkujący tamte tereny klimatu śródziemnomorskiego kojarzą mi się z osobami otwartymi, wesołymi, wyluzowanymi, cieszącymi się życiem. Jak na niezobowiązującą znajomość są to cechy wystarczające. Koleżanka mieszkała swojego czasy w akademiku, z chłopakiem rodem z Grecji. Z jego opowieści i podejścia do związku, w jaki wdał się w Polsce wynikało, że greccy mężczyźni są niezwykle przywiązani do swoich kobiet, szanują je i cenią. Problemem może być jednak czasem nieco przesadna zazdrość i podświadome ograniczanie swojej wybranki w rozwoju zawodowym. Może to wynikać z tego, że Grecy hołdują patriarchalnemu modelowi rodziny. Póki żona jest uległa, sumiennie prowadzi dom, opiekuje się potomstwem (najlepiej licznym) wszystko jest w porządku. Gorzej, jeśli trafi na wyzwoloną, nowoczesną bizneswoman.
Południe Europy to z jednej strony ognisty, żywiołowy charakter, ale także latynoska dusza, której raczej nie sposób okiełznać. Typy lowelasów z rozchełstanymi koszulami raczej mnie odpychają. Mam nadzieję, że w wakacyjnych kurortach nie pomieszkują wyłącznie tacy.